„Pobudka” Natalii Sakowicz

 

„Pobudka” – debiutancki spektakl Natalii Sakowicz – artystki teatru lalek najmłodszego pokolenia.

 

Przebudzenie?

W wielu miastach istnieją specjalne programy prezydenckie wspierające twórczość artystyczną młodych artystów. To znakomita inicjatywa, choć tymczasem wszędzie kuleje. Niewielkie środki, które z miejskich budżetów otrzymują twórcy, związane są z realizacją konkretnego projektu. Świetnie! Tyle, że w teatrze wystarcza to najczęściej na wyprodukowanie premiery (tzw. premiery niezależnej, czyli prawie bezkosztowej), czasem dwóch-trzech bezpłatnych popremierowych pokazów. I spektakl znika. Twórcy szukają nowych źródeł finansowania kolejnego projektu. Czasem jest to uzasadnione. Młodzi artyści szukają swojego miejsca, własnego języka, z licznymi trudnościami, ale jednak pokonują jakąś drogę, zbierają doświadczenia, testują rozwiązania i pomysły, które nie muszą się sprawdzać. Bywa jednak, że takie stypendialne inicjatywy są zajmujące, może jeszcze nie doskonałe, ale właściwie już dziś warte prezentacji dla szerszego kręgu odbiorców, w różnych miejscach. W przeciwnym razie znikają bezpowrotnie.

Wczoraj, 30 grudnia 2017, widziałem taki stypendialny premierowy projekt finansowany przez prezydenta Białegostoku. Natalia Sakowicz, niedawna absolwentka, a obecnie asystentka tamtejszego Wydziału Sztuki Lalkarskiej, zrealizowała przedstawienie zatytułowane Pobudka. To wciąż dość rzadki na naszym podwórku przykład spektaklu, który jest dziełem artystki teatru lalek. Nie tylko dlatego, że Natalia Sakowicz rzeczywiście posługuje się lalkami. Przede wszystkim dlatego, że jest autentyczną autorką tego przedstawienia. W tym sensie, o jakim pisałem już kilkakrotnie na łamach czasopisma „Teatr Lalek”, wskazując na praktykę wielkich lalkarzy współczesności: Paivy, Trantera, Paski, Soehnle czy Vogla. To oni są autorami pomysłu na spektakl, jego koncepcji, oni wreszcie wykonują go na scenie. Pobudką Natalia Sakowicz wpisuje się na listę twórców; artystów, którzy decydują o czym i w jaki sposób rozmawiają z widownią. Ich nazwiska zapamiętujemy. W gronie polskich lalkarzy do wyliczenia takich nazwisk wystarczą palce jednej ręki.

Pobudka jest spektaklem teatralnym. Teatr jest działaniem zespołowym. Nic więc dziwnego, że Sakowicz korzystała ze współpracy dramaturga, scenografa, kompozytora, choreografa, specjalistów od teatralnej techniki. Każdy z nich z pewnością dodał coś wartościowego, cennego, oryginalnego. Ale zobaczyliśmy spektakl Natalii Sakowicz i odtąd inicjatywy firmowane jej nazwiskiem powinniśmy śledzić, bo pojawiła się ciekawa osobowość artystyczna.

Najogólniej mówiąc, Pobudka jest refleksją na temat kobiecości. Współczesna dziewczyna gubi się w lesie i napotyka postaci z baśni Grimmów: Wilka, Śpiącą Królewnę, Macochę Kopciuszka, Czerwonego Kapturka, starą Wiedźmę. Wszystkie te postaci są lalkami. Wilk – pełną maską i dwiema szponiastymi łapami; Śpiąca Królewna – ludzkich rozmiarów urodziwą lalką-manekinem, spoczywającą w przeszklonym prostopadłościanie; Macocha – półmaską z muppetową ruchomą szczęką; Czerwony Kapturek – małą stolikową lalką; Wiedźma – półmaską przedłużoną o wielki kawał materii, zwisającej z góry i budującej też przestrzeń gry (przyjmujemy – z satysfakcją – że to las). Wszystkie te postaci lalkowe pojawiają się niespodziewanie, ale zarazem naturalnie: przedzierając się przez las, w którym zabłądziła, bohaterka odsłania szklaną trumnę, szukając sposobu na obudzenie Śpiącej Królewny napotyka Macochę, potem kolejne postaci. To Sakowicz-aktorka, współczesna dziewczyna, prowadzi cały czas narrację. Lekko (może zbyt lekko) moduluje głos w scenach dialogowych z innymi postaciami, wchodząc z nimi w rozmaite relacje. Macocha np. jest z początku maską w ręku aktorki, z którą ta dialoguje, by w chwilę później udostępnić jej swoje ciało, w nieco podobny sposób, jak Duda Paiva w Bastardzie użyczył własnego ciała beznogiej kobiecie, której marzeniem było odczuć urok tańca. Sakowicz w niezwykle atrakcyjnej scenie przywdziewa współczesny kostium dziewczyny z nocnego klubu i wykonuje znakomity choreograficzny układ ruchowy, będąc wciąż sobą, Macochą i zarazem jej pasierbicą-Kopciuszkiem. Przy okazji na własnym ciele rysuje kredką do makijażu to wszystko, co (zgodnie ze współcześnie lansowanym stylem kobiecości)  powinna poprawić we własnym wyglądzie, co odchudzić, co uwypuklić, jakby szykowała się do operacji plastycznej. Wchodzi też (jako Macocha) w dialog z publicznością na temat własnego wyglądu. Szkoda, że publiczność nie podejmuje tego wyzwania, byłaby tu szansa na być może efektowną improwizację. Takich ciekawych, czasem zaskakujących, niekiedy zabawnych (scena z budzikami) miejsc w spektaklu jest więcej. Częściej w dialogach zderzających współczesną „zwyczajność” z baśniowym modelem. Ale działania z lalkami są w sumie silną stroną tego przedstawienia.

Sakowicz wchodząc w kontakt z lalką niemal natychmiast oddaje jej pierwszeństwo, czyni ją podmiotem wypowiedzi, sama wycofuje się. Jeśli nie może ukryć się za lalką, nieruchomieje jej twarz, a koncentracja na animancie jest magnesem skupiającym uwagę widowni. Znakomicie wybrzmiało to w scenie z Macochą, z małą laleczką Czerwonego Kapturka, którego subtelna animacja jest magnetyczna, a także niezwykle silnie w milczącym i delikatnym układzie choreograficznym ze Śpiącą Królewną. Animacja tej lalki sprawia, że uzyskujemy psychologiczne uzasadnienie chwilowej decyzji bohaterki o porzuceniu ścigania się ze współczesnym ideałem kobiecości. Tak, zasnąć i czekać aż do nowego życia obudzi nas szczęśliwy los.

Oczywiście warto się pospierać o rozmaite drobiazgi. Np. muppetowa maska Macochy lepiej by wyglądała, gdyby ruchy żuchwy lalki nie akcentowały każdej sylaby wypowiadanego tekstu. To powoduje trochę mechaniczne kłapanie szczęką, mało atrakcyjne. Już dawno temu Neville Tranter opracował technikę takiej animacji. Może być fascynująca! Warto też się zastanowić, czy lalka Wiedźmy, choćby w kilku sytuacjach, nie powinna być wzbogacona np. o działanie ręką, widoczną lub nie? To technicznie trudne. Sakowicz jest na scenie sama. W jednej dłoni trzyma maskę Wiedźmy, drugą bardzo umiejętnie modeluje z ogromnej materii nieistniejący korpus postaci. Ale to właśnie urzeczywistnianie wydawałoby się niemożliwych pomysłów stanowi o atrakcyjności widowiska. I o klasie artysty!

W końcowej scenie, Sakowicz opowiada jakby współczesną wersję baśni o Śpiącej Królewnie, właściwie o śpiącym królewiczu. Królewna bowiem (w podtekście ona sama), jej rodzice i dwór należą do zupełnie niebajkowej współczesności, to współczesność dziewczyny XXI wieku. I tu otwiera się kolejny, może najistotniejszy z punktu widzenia widza, temat do refleksji. Interpretacyjny. Pobudka mogłaby się stać swoistym przebudzeniem, gdyby spektakl dotarł do szerszego widza. Dorosłego widza, bo to nie jest przedstawienie dla dzieci. Ale dotyczy dziewczęcości, więc tego wszystkiego, co obserwujemy na co dzień w naszych domach. Mamy się wprawdzie za społeczeństwo nowoczesne, bo posługujemy się współczesnymi technologiami, ale wzorce wychowawcze, a nawet edukacyjne, oparte są na stereotypach radem z baśni braci Grimm. Nawet do teatru zabieramy wciąż nasze dzieci czy wnuki na przedstawienia, które wydają nam się przypominać stare dobre czasy, tj. czasy naszej młodości. Tymczasem są już one wyłącznie stare.

Czy ktoś jeszcze zdoła zobaczyć Pobudkę Natalii Sakowicz?

 

Fot. Tomasz Pienicki