Zmarnowany temat

cof

W końcu czerwca ukazała się nowa publikacja Białostockiego Teatru Lalek z serii „Nasz BTL”. Właściwie dwie publikacje w jednej: „Scena dla dorosłych” i „Dzierma. Dworakowski. Szelachowski. 30 lat”. W zależności z której strony książki rozpoczniemy lekturę natrafimy bądź na kilkustronicowy tekst Bożeny Frankowskiej Scena dla dorosłych w BTL, w wersji polskiej i angielskiej, bądź (także w dwóch wersjach językowych) trzy rozmowy Tomasza Damulewicza: z Krzysztofem Dziermą, Andrzejem Dworakowskim i Wojciechem Szelachowskim. Pomiędzy tymi dwoma tematami znajduje się dwujęzyczny spis 76 przedstawień BTL z repertuaru dla dorosłych, od Historii o żołnierzu tułaczu Zdzisława Dąbrowskiego z 1962 do planowanej na jesieni br. premiery wg Becketta Końcówka. Akt bez słów i kilkadziesiąt zdjęć z tych przedstawień.

Chciałoby się zakrzyczeć: WOW! Nim jednak okrzyk ten wybrzmi, nasuwają się rozmaite pytania, wątpliwości, refleksje, które sprowokowały mnie do napisania tego tekstu.

Pierwsza książka zatytułowana Nasz BTL, sumująca sześćdziesięciolecie białostockich lalek, ukazała się w 2013 roku. Tytuł urodził się z potrzeby spisania wspomnień i doświadczeń ludzi, którzy teatr ten tworzyli od samego początku. Jedynie w odniesieniu do tych, których już nie było, Piotra Sawickiego i Joanny Piekarskiej, Andrzeja Dziedziula i Jana Wilkowskiego zdecydowano się zamieścić szkice krytyczne, ale i ich teatr przypominały przedrukowane rozmowy sprzed lat lub wspomnienia dawnych współpracowników. Jacek Malinowski po objęciu dyrekcji teatru postanowił kontynuować serię wydawnictw pod tytułem „Nasz BTL”. Zmienił szatę graficzną, którą znakomicie wymyśliła Giedrė Brazytė i od 2014 każdego roku ukazuje się atrakcyjny tomik dokumentujący działalność teatru. W latach parzystych jest to po prostu dokumentacja dwóch minionych sezonów (2014, 2016, 2018), w nieparzystych – książki tematyczne. W 2015 był to Nasz BTL. Festiwale, znakomita i kompletna publikacja pod red. Karola Suszczyńskiego o wszystkich festiwalach, które BTL organizował w latach 1972-2015. Dwa lata później było to zabawne wydawnictwo fotograficzne Nasz BTL. Od kulis, ze zdjęciami Bartka Warzechy i kolejną (po Scena ze sceny) smakowitą jednoaktówką Marty Guśniowskiej Kulisa. Teraz – scena dla dorosłych i jak należałoby przypuszczać jej główni twórcy ostatniego trzydziestolecia: Dzierma, Dworakowski, Szelachowski.

Teatr lalek dla dorosłych urodził się w Polsce po wojnie z potrzeby artystycznej, ale i z opozycji wobec popularnego rozumienia tego gatunku sztuki jako działalności teatralnej dla dzieci. Rozumienia wynikającego z założeń socjalistycznej polityki kulturalnej, choć i z ambicji i oczekiwań tworzącego się lalkarskiego środowiska. Miał wielu wybitnych przedstawicieli, od Władysława Jaremy poczynając, poprzez Andrzeja Dziedziula, Leokadię Serafinowicz, Zofię Jaremową, Jana Wilkowskiego, Wiesława Hejno, Krzysztofa Raua, Piotra Tomaszuka, by wymienić najważniejszych twórców, choć mierzyli się z tym gatunkiem i inni, osiągając niekiedy znakomite rezultaty. Niektórzy artyści, najbardziej nieustępliwi, zorganizowali – poczynając od lat 60. – osobne sceny w kierowanych przez siebie teatrach. Najwcześniej taką działalność podjęła Leokadia Serafinowicz w Poznaniu, nazywając ją nieco później Sceną Młodych. Najsilniej zaistnieli twórcy wrocławscy i ich Mała Scena. W 1972 o Scenę dla Dorosłych pokusił się Krzysztof Rau w Białymstoku, inaugurując jej działalność premierą Kartoteki Różewicza.

Od 1972 minęło z górą 45 lat i trzeba przyznać, że przez wszystkie te lata BTL był jedynym polskim teatrem lalek regularnie grającym dla widza niedziecięcego. Wspomniana na początku liczba 76 przedstawień dla dorosłych wystawionych przez BTL mówi sama za siebie (choć według przyjętych kryteriów pominięto kilka spektakli: np. Jedź czy Bramy). Ale… i tak to liczba wątpliwa. Trudno uznać spektakl Zdzisława Dąbrowskiego wg Ramuza z 1962 za spektakl dla dorosłych (trzeba by wówczas myśleć podobnie choćby o dziełach np. Wilkowskiego – Guignolu w tarapatach czy Zwytrale muzykancie – jako spektaklach dla dorosłych (!), a byłaby to spora przesada). Historia o żołnierzu była po prostu inteligentnym przedstawieniem, które wykraczało poza dziecięcego odbiorcę, proponowało coś nowego i znacznie starszej widowni, spełniało zatem wymóg, który dziś stawiamy przed każdym przedstawieniem dla dzieci: wielopoziomowość, rozmaitego rodzaju atrakcyjność (intelektualna, plastyczna, interpretacyjna). Z całej listy przywołanych w publikacji BTL-u przedstawień znaczną ich część trzeba po prostu wyrzucić, choć raczej nie z powodu adresata.  Z teatrem lalek dla dorosłych nie miały one bowiem nic wspólnego.

„Białostockie Lalki” mają przynajmniej dwa ukryte znaczenia. Jedno dobrze pamiętam z czasów kiedy sam znalazłem się w zespole BTL. Rozwiązywano wówczas (zarówno wewnątrz zespołu, jak i poza nim) skrót BTL – jako były teatr lalek. Z czegoś to przecież wynikało. Doprawdy konia z rzędem temu, kto by Scenariusz dla trzech aktorów, Kabaret Dada, Żywą klasę, serię Kursów Szelachowskiego, Cyrano de Bergerac, Rozmowy z diabłem, Płaszcz, Merlin Mongoł, Zamek, Komedianta, Spaloną powieść, Inkwizytora, Texas Jima, Jaśniepanienkę, Pięcioksiąg Izaaka, After play, Krzywą wieżę, Kandyda czy Słomkowy kapelusz (tę listę można znacznie rozszerzyć) uważał za lalkowe przedstawienia dla dorosłych. W zdecydowanej większości były to świetne spektakle, aktorzy BTL-u wpisywali się w nie całkowicie, a publiczność niejednokrotnie wiwatowała. Wynika to jednak z zupełnie innych powodów. Białystok, być może od czasów Bronisława Orlicza, nie ma atrakcyjnego teatru dramatycznego. W niektórych okresach przepaść pomiędzy BTL-em i Teatrem Dramatycznym  im. Węgierki była wielka. To na BTL-u wychowywały się pokolenia białostockiej inteligencji. Przyjęło się określenie, że coś się dzieje w „lalkach”, tj. w instytucji o nazwie Białostocki Teatr Lalek. I się działo! Nie zawsze miało to związek z lalkami i dziś też nie ma (tak z pewnością będą argumentowali moi oponenci; nie o lalkach to przecież, tylko o scenie dla dorosłych!). Na tym polega pomieszanie pojęć.

Kiedy budujemy refleksję na temat teatru lalek dla dorosłych, kiedy decydujemy się na wydanie publikacji, która będzie dostępna dłużej niż pamięć nawet najstarszych artystów, byłoby dobrze przemyśleć znaczenia słów. Białystok od lat nie ma sceny lalkowej dla dorosłych, zdarzają się – jak wszędzie – lepsze i gorsze przedstawienia, czasem także lalkowe dla dorosłych, ale pewnie więcej ich zobaczymy w Akademii Teatralnej przy Sienkiewicza, z pewnością w programie młodego festiwalu Metamorfozy Lalek w ramach jednej edycji. W tym kontekście najnowsza publikacja BTL-u jest po prostu myląca. Naprawdę chyba już mamy za sobą czas jubileuszowych wydawnictw teatralnych będących laurkami dla wszystkich poprzedników, nie wyłączając siebie. Mamy dostatecznie atrakcyjną grupę badaczy, krytyków, którzy mogą pokusić się o refleksję na temat naszych dokonań. Te publikacje nie są przecież adresowane do nas samych, nie mają łechtać naszych ambicji, mają za cel budowanie zaplecza dokumentacyjnego i teoretycznego uprawianej przez nas sztuki. A teatr lalek dla dorosłych to jedno z najistotniejszych zjawisk polskiego powojennego lalkarstwa. I Białystok doprawdy ma się czym poszczycić w tym zakresie. Dość przypomnieć garść tytułów z przeszłości: wspominana już Kartoteka, Niech żyje Punch, Nim zapieje trzeci kur, Zielona gęś, Dekameron 8.5, Turlajgorszek, Polowanie na lisa, Parady, Fasada, Biegun i wiele, wiele innych. W BTL-u odkrywano nowy repertuar, odświeżano środki lalkarskie, proponowano nowe lalkarskie konwencje, a jego aktorzy pokazywali kunszt sztuki animacji. Jest o czym myśleć, dyskutować, pisać.

Druga część publikacji BTL-u, wywiady z Dziermą, Dworakowskim i Szelachowskim w związku z ich trzydziestoleciem współpracy, też wymagałaby solidniejszej refleksji. To, co możemy tu przeczytać chyba nawet nie wykracza poza rozmowy i refleksje tych artystów ogłoszone w pierwszej publikacji Nasz BTL z 2013 roku. A – choć nie mają oni wiele wspólnego z białostocką lalkową sceną dla dorosłych, o czy sami mówili i mówią przy każdej okazji, także w omawianej publikacji – bez wątpienia zbudowali właśnie w BTL-u niezwykły gatunek teatru. Momentami tak silny, że wydawać by się mogło przesłaniał dokonania wszystkich innych artystów z BTL-em związanych. I im bez wątpienia należy się osobna publikacja. Ale któż się teraz podejmie pisania o lalkach dla dorosłych w Białymstoku, kto zastanowi się nad fenomenem Wojciecha Szelachowskiego i jego partnerów? Kto to wyda, skoro BTL odfajkował powinność?

Zmarnowany temat! Dwa zmarnowane tematy!!